Notice: Undefined index: liczydlo in /home/koala/domains/zaraza.art.pl/public_html/index2.php on line 37

Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /home/koala/domains/zaraza.art.pl/public_html/index2.php on line 44

Warning: mysqli_error() expects exactly 1 parameter, 0 given in /home/koala/domains/zaraza.art.pl/public_html/index2.php on line 47
Zaraza nadciąga - chowajcie odbytek !!

2007-06-13 00:44:22
W galerii Prywatne przedstawiamy dokumentację ubiegłołykendowych wiejskich obchodów okrągłej czterdziestki Ozosa i, przypadającej na dziś, kwadratowej dyszki jego syna, Amadeusza (Szacuneczek, Madek!). Jubilaci wraz z rodziną i przyjaciółmi spędzili czas na łonie nacierając się olejkami, taplając się w jeziorze i walcząc z hordami komarów. Zaowocowało to serią udarów, podtopień i krwawych ukąszeń. Czyli, krótko mówiąc, jak zwykle było koszmarnie malowniczo.
2007-06-07 23:00:48
W kortowiadowej galerii zawiesiliśmy jeszcze kilka, już raczej ostatnich - ku Waszej uciesze, obrazków z sobotniego koncertu "pod batutą" Sikora. Autorem jest Tomek Szostak, który ostatnio wrzucił je na stronę Kortowiady. Jego pełną galerię znajdziecie tutaj. Natomiast tutaj - równie świeży, rejestrujący piątkowy koncert wernisaż autorstwa Tomka, z wieloma fallicznymi, vide kuśkowymi motywami.
Szalenie trafnie ujęty czar rzeczy przemijających. Niczym u Skamandrytów.
2007-06-02 22:33:01
Przepraszam za wiotkość tematyczną – konferansjer jak sami Państwo widzicie, nie był w stanie orzeźwiającej świeżości. Bardzo pozdrawiam.
Grzegorz Czykwin
Kliknijcie, by obejrzeć jego spojrzenie na Kortowiadę '07.
2007-06-02 13:18:58
Dla holenderskich kolekcjonerek nerek (mamy pogłos): w archiwach dokopaliśmy się do tekstu Nitro, samochwalczej piosenki, która wita Was na naszej daczy; tekst już od XIV-go wieku jest zamieszczony w... Tekstach piosenek, ale ta wersja została wykonana na podsumowanie dziesięciu lat działalności grupy. Modern Talking oczywiście. A propos wspomnianego Benefisu - spodziewajcie się Hiszpańskiej Inkwizycji w postaci naszych nagrań w interpretacji innych "artystów" z tegoż koncertu w dziale z empetrójkami. Ale o tym później, bo już zaraz przemówi (może raczej przepisze) do Was sam poeta aparatu fotograficznego - Grzegorz Czykwin! Już jedwabiem! Już w kurtce!

2007-05-29 18:05:01
Na YouTube możecie obejrzeć krótką relację z Kortowiady; na samym początku Kuśkę Brothers zmagających się z Darkiem Szpakowskim, a na szarym końcu - fragmencik poleczki w wykonaniu Pana Rektora Góreckiego, którego sprowokował Pan Konferansjer Sikor. (Leno - fęks za cynę)
2007-05-26 00:32:36
Dokładnie dziesięć lat temu, w Dniu Matki, ukazała się nasza debiutancka płyta Zaraza. W tę przygnębiającą rocznicę powicia owej hybrydy przepraszamy Was, nasze kochane Mamy, za ten nieprzemyślany i nietaktowny prezent.

Gazeta Olsztyńska tuż po premierze płyty zamieściła Analizę bakteriologiczną albumu "Zaraza" według Ozosa i Sikora. Oto jakich głupot na jej łamach napletli chłopacy;
"Nitro" – przedstawienie zespołu. W gruncie rzeczy chcieliśmy powiedzieć ludziom, że jesteśmy muzycznie dobrzy; "Gold Coast Driving" – opowieść o seksie w samochodzie nad morzem. Gold Coast to miasto w Australii. Prywatne wspomnienie Sikora, który w pewnym sensie (?!) był tam sto razy. Ma tam kogoś bliskiego, ale nie Reginę; "Charka Noego" – gra słów, którą uwielbiamy w kapeli. Łatwo było dopisać do takiego tytułu historyjkę o zjawiskach nadprzyrodzonych – takie archiwum X. Utwór mógł się równie dobrze nazywać "Nerka Chorego" i opowiadałby o kredensie; "Kochać Kraj" – ukłon w stronę olsztyńskich kolegów zespołu [Big Day]. Dobry tekst Sławka Laskowskiego o wojsku – każdy ma z tą instytucją jakieś problemy; "Jestem Radio Jestem Telewizja" – jak słuchamy tej piosenki, cierpimy na niestrawność. Solo na gitarze zagrał Szyman, bo Pachoł zaspał i przyszedł do studia o 13-tej, zamiast o 9-tej rano; "Przewóz Osób" – ulubiona piosenka Sikora. Tekst to wycinek paragrafu z przepisów dotyczących przewożenia osób w środkach komunikacji miejskiej. Dopisaliśmy tylko kilka rymów. Liczymy na skandal, kiedy autor paragrafu, zgodnie z ustawą o prawie autorskim, poprosi zespół o tantiemy; "Saints Go Marching In" – troszeczkę punk-rocka, ale tylko muzycznie, bo ideologii punkowej w tekście nie ma; "Regina" – mamy nadzieję, że piosenka będzie odgrywana przez chałturników na każdym weselu; "Kochaj Wariata (Zatańczymy?)" – wielkie zmartwienie Sikora, który nie może utożsamiać się z tekstem. Po prostu nie jest jego autorem. Ozos podejrzewa, że numer opowiada o odwiedzinach kobiety w zakładzie psychiatrycznym; "Amfetamina" – kompozycja Pachoła. Sam w niej śpiewa. Najbardziej jadący i czaderski numer na krążku; "Ja Chcę Być Martiną Navratilovą" – należy pamiętać, że Martina Navratilova jest mężczyzną. Przerobionym. Szwedzkim; "Come Again" – Sikor uważa, że to najpiękniejszy utwór na płycie. Cudna ballada, więc musiała być zaśpiewana po angielsku; "How Do You Find This?" - ten numer zamyka płytę, ale otwiera koncerty.
Na wersji kompaktowej Zarazy znalazły się bonusy - Keep Me Hanging On i Hungry oraz niezindeksowana niespodzianka, której istnienie wielu odkrywało dopiero po kilku latach - repryza do Kochaj Wariata pod nieoficjalnym tytułem Na Sygnale.

Niniejszym przedstawiamy recenzje, do jakich udało nam się dokopać w przepastnych archiwach czterech ogólnopolskich periodyków dla osób cierpiących na niestrawność i lokalnego dziennika. (Przed przeczytaniem nie czytaj załączonych recenzji, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmą Celtów.)

We wspomnianym lokalnym Dzienniku Pojezierza płytę ocenił Sosna; Jakiś czas temu myślałem, że dni Zarazy są już policzone. Pomyliłem się. Po odejściu Piotra Szymańskiego (do Big Day'a), chłopaki znaleźli na jego miejsce Pachoła, który znakomicie wkomponował się w zespół. Trochę razem pograli i kilkanaście dni temu zadebiutowali pełnowymiarowym krążkiem. Już w trakcie nagrywania tego materiału dotarły do mnie pochlebne opinie na temat brzmienia, jakie zespół uzyskał w studio Selani. I faktycznie, po usłyszeniu pierwszych dźwięków słychać profesjonalizm muzyków i producenta (Piotr Szymański). Typowo rockowe gitary, dla dodania lepszego efektu, lekko przybrudzone i zdecydowany głos Sikora, nadają płycie dosyć specyficzne, chwilami chore brzmienie. Co prawda materiał na krążku nie jest dla olsztyńskiej publiczności niczym nowym, ale i tak z przyjemnością słucha się takich numerów jak "Regina", "Przewóz Osób", "Jestem Radio Jestem Telewizja" czy "Hungry". Charakterystyczne dla Zarazy są teksty. Bogate w treść, przesycone trzeźwością (?) spojrzenia na rzeczywistość. Warto się wsłuchać. Ogólnie Zaraza sprawia dobre wrażenie i warto mieć ich debiutancki krążek w domowej płytotece. Może być także dobrym tłem w pubach.

Branżowa Gazeta Muzyczna trafnie ujęła, że (...) coraz więcej zarażonych sprowokowało "niebezpieczne" drobnoustroje do wydania skondensowanej dawki choroby na krążku trafnie zatytułowanym "Zaraza". Początkowe objawy chorobowe polegają na podrygach w rytmie rock&rolla, by później osiągnąć stan zbliżony do pląsawicy muzycznej. "Zaraza" atakuje poprzez narząd słuchu wszystkie organy służące do wymachiwania i podrygiwania. Podczas badań laboratoryjnych okazało się, że działanie takie ma nie tylko muzyka, wydobywana z instrumentów nosicieli, ale także teksty przez nich pisane. Treść jest pobierana z wszelkich przejawów życia potencjalnych zarażonych, w tym z regulaminu transportu komunalnego ("Przewóz Osób"), pamiętników osób niezrównoważonych psychicznie ("Kochaj Wariata") aż do wspomnień sław światowego sportu ("Ja Chcę Być Martiną Navratilovą"). Tak więc choroba przenosi się na wszystkich. Nikt nie może czuć się bezpiecznym. Nie można się przed nią uchronić, zresztą zarażeni tylko na tym zyskują, więc pozwólmy im nas zarazić.

Zdecydowanie mniejszej ilości metafor użył Paweł Dunin-Wąsowicz, konkretnie jadąc po nas w Machinie; Nie chcę wygrać konkursu dla recenzentów, którego kupon piątka olsztynian zamieściła na wkładce do płyty, więc nie będę pisał, z kogo zespół zrzyna, choć mam tam wydrukowane aż pięć rubryk. Jazda generalnie jest gitarowa, hardrockowa, ale nowoczesna, z połamanymi raczej rytmami, w 80% amerykańska, w 20% (bujana ballada "Regina") "irlandzka". Nagrane jest to całkiem nieźle, choć brzmieniu brak trochę selektywności. Członkowie Zarazy to niegłupi, dobrzy muzycy, wiedzący jak grać, ale niestety nie do końca zdecydowani, co śpiewać. Wydaje im się, że rock jajcarski to jest to. Niestety, są na to chyba za dobrzy, a poczucia humoru (który w wykonaniu Zarazy jakoś mnie nie rusza) nie wystarcza nawet na wszystkie teksty, których połowa została wyprodukowana w języku obcym.

Równie mało pobłażliwości i zrozumienia dla naszej wiejskiej twórczości okazał na łamach Tylko Rocka Robert Grotkowski; Oj, ta Zaraza chyba jest mało zaraźliwa. Mnie przynajmniej oszczędziła. Faktycznie, muzyka z debiutanckiej płyty grupy o tej sympatycznej nazwie spłynęła po mnie jak woda po kaczce. Nawet nie mam większej ochoty brać udziału w konkursie dla recenzentów, ogłoszonym w książeczce kompaktu. Może coś tracę, bo zespół obiecuje w nim "bardzo atrakcyjną nagrodę" dla tego, kto wskaże, z kogo Zaraza zżyna. Ale trudno. Zastanawiam się, dlaczego "Zaraza" robi tak nieokreślone wrażenie. Myślę, że powody są dwa. Po pierwsze – w tym, co grupa prezentuje na płycie, nie ma nic nowego. Ot, trochę tradycyjnego rocka wymieszanego z punkiem, hardcore'em, czasem z funky. Niby powinno być ciekawie. A nie jest. Trudno wyróżnić mi któryś z szesnastu utworów. Może rapowany fragment przepisów komunikacyjnych – "Przewóz Osób". Tu miało być przynajmniej śmiesznie. Albo może pełen punkowego wigoru "Kochaj Wariata". Ale i do nich nie mogę się do końca przekonać. I tu dochodzimy do drugiego problemu z tą płytą: brzmienie. Co z tego, że czasem nieźle zagra gitara, skoro wszystko brzmi tak przeraźliwie płasko? Myślę, że gdyby ten sam materiał nagrać jeszcze raz i porządnie zmiksować, wypadłby tysiąc razy lepiej. Czego Zarazie najserdeczniej życzę.

Gdy już w desperacji szukaliśmy grubych konarów i mocnych lin, w Brumie (wówczas pod wodzą K. Wojewódzkiego) pojawiła się rozbrajająca recenzja. Nasze dziecko pretendowało do tytułu płyty miesiąca. Adam Kowalczyk piał; Rozpocznę stwierdzeniem, że jakakolwiek jednoznaczna identyfikacja stylu muzycznego Zarazy jest niemożliwa bez szkody dla samej muzyki. Właściwie każdy utwór przygotowany przez Olsztynian podąża w inną stronę i gdyby nie absurdalny "gra-słów" humor i ciepła miękka barwa głosu Piotrka Sikorskiego można byłoby pomyśleć, iż mamy do czynienia ze składanką różnych wykonawców z różnych epok. Sikor to prawdziwe odkrycie tej płyty. Facet ma skalę, zna angielski (co w przypadku innych polskich Pavarottich nie jest już tak oczywiste), jest elastyczny i wrażliwy, a zakręt na Simona LeBon w dzisiejszych, niechlujnie wokalnych czasach to tylko powód do dumy. Podobieństwa ze wspomnianym LeBonem, a także Bryanem Ferry i Davidem Bowie, czyli aksamitne, jaskrawe śpiewanie, nie oznaczają wcale, że Sikor nie radzi sobie w innych "kategoriach wagowych". Bezproblemowo przelatuje przez ciężkoriffowce, psychjazdy i postpunki, stając się główną (co nie znaczy jedyną) atrakcją płyty. Muzyka Zarazy to wspomniany eklektyzm czyli pełnooktanowe pomieszanie z poplątaniem. Od żywotnego postpunka, śpiewnych pop-przebojów, ciętych riffów przez lekką funkodelię, rozstrojone gitary, chore rapowanki aż po nastrojowe ballady. Np. "Regina". Naiwna, tęskna kompozycja, która może być podręcznikowym przykładem, jak zrobić wszechprzebój bez wystawiania ciała na wpływ czynników obcych. Przypomina najlepsze utwory Wilków (tekst, świetna melodia, wielogłosy) i nie dziwi, że już od dawna jest wielkim hitem wszystkich mazurskich radiostacji. Sumując. Na dzień dzisiejszy Zaraza zostawia sobie wszystkie furtki otwarte w myśl powiedzenia "dla każdego coś miłego". I dobrze, bo muzyki powinno się słuchać, a nie szufladkować. Sami Olsztynianie definiują swój styl jako gitopankoharcerską alkoholową muzykę gitarową. Ze swojej strony dodam – muzykę wariacką, bez żadnych zobowiązań. Na dzień dzisiejszy, jeden z najciekawszych debiutów płytowych tego roku. Bardzo polubiliśmy tego Pana.

Cóż, krytycy jak krytycy. Zlustrujemy. Mamy jedynie nadzieję, że nasze kakofoniczne dźwięki podeszły WAM (byle nie do gardła). Zarazie stuknęła dekada. Powspominaliśmy. A teraz - łynia?
2007-05-24 08:56:31
Maj miesiącem ligi polskich urodzin! Kolejnym jubilerem jest właśnie dziś Olek Olo Ostrowski, jeden z siedemdziesięciu dwóch grających z nami perkusistów. Życzymy Ci Olo, abyśmy wspólnie położyli jeszcze wiele koncertów, tak jak to w pięknym stylu uczyniliśmy z Unpludżed Deux. Zarejza.

A już w sobotę kolejna przygnębiająca rocznica. Ale o tym na razie msza!
2007-05-21 00:03:06
Joyeux anniversaire, Waldemar*! Nous espérons que votre aéroglisseur est plein des anguilles et que vous savez les possibilités commerciales d'aviation de moutons. Ce sera plus mauvais!
Nous détestons des Frères de Kuśka! Zaraza.
*Un frère plus âgé du père du fils de Ramon.
2007-05-16 12:52:43
Na stronie Gazety Olsztyńskiej ukazała się relacja z Kortowiady autorstwa Grześka Czykwina. Clikka qui per maggiori info. Znajdziecie tu m.in. kilkanaście wydzierganych w trakcie koncertów, osobiście przez Grześka, makatek z wizerunkami Pana Konferansjera oraz Kuśki Brothers. Nawet Japco się załapał!
Pełna prezentacja prac obywatela G.C. już za kilkanaście lat w naszej Galerii. Uzbrojcie się w niecierpliwość.
2007-05-14 07:53:36
Dzisiejszy dzionek niesie nam wszystkim radosną wieść o tym, że trzydzieści dziewięć miesięcy temu narodził się nasz dobosz, szansonista, poeta i Welon, Paweł Grzywacz. Żyj i graj nam długo, ale za to nudno! I pamiętaj - co nagle, to po Pawle.
Załączamy szczere wyrazy współżycia. La venda Zaraza y los amigos.

Mniej<< >>Wiencej
Copyright © Japco 2005